Pobieram się w restauracji na Bielanach – tam gdzie wyprawiają wesela, stypy, konsolacje Bielany. Mała, sezonowa restauracja tak schowana na przedmieściach Warszawy, że gdy tam się udajesz, masz pewność, że się zgubiłeś i wyciągniesz telefon i otworzysz Mapy, a potem, tak po prostu, to jest tam. Sporo ludzi może się zmieścić w środku. Są tu szare ściany i czerwone skórzane bankiety, talerze kryształowe i ramiona igłowe, maleńkie świece i salami kołyszące się z sufitu. Gdyby nie serdecznie zaopatrzony bar i szeroko otwarta kuchnia, możesz pomylić go z czyimś domem. I kocham to miejsce, także na konsolacje Bielany.
Jest gorące niedzielne popołudnie. Restauracja, która organizuje wesela, konsolacje Bielany, stypy i chrzciny, jest zamknięta, ale ja i Justin jesteśmy tutaj, siedząc w barze, rozmawiając z dwoma właścicielami. Wrzucam smashy jeżynowo-bourbonowe, duże kostki lodu i większe sprężyny miętowe, gdy jeden z nich mówi: „Czy chcesz trochę budynia z krispy Kreme?”Oczywiście chcemy puddingu chlebowego. Na wierzchu ma lody tytoniowe, które topnieją powoli, gdy Justin mówi o tym, jak przenieśliśmy się na południe, nie znając nikogo, ale teraz nie wyobrażamy sobie ślubu gdziekolwiek indziej, jak chcieliśmy ślubu, który był naprawdę przyjęciem lub przyjęciem to był naprawdę ślub, jak chcieliśmy go zorganizować z ludźmi, których znaliśmy, jak chcieliśmy, żeby ci ludzie byli nimi.
